Freelancer idzie do pracy

Z freelancowania do korpo – porażka czy winda do nieba?

Do napisania cyklu artykułów zainspirował mnie wpis Oli Radomskiej www.mamwatpliwosc.pl o klawym choć, wyboistym życiu na swoim. Ja, w trakcie przygody z z korpo od pół roku (od stycznia 2019)  chciałabym przedstawić Wam moją opinię na temat freelanu i wewnętrznym poczuciu porażki.

Czym jest freelance?

Na freelansie byłam 5 lat. W tym czasie nie prowadziłam zarejestrowanej działalności gospodarczej, pracowałam od umowy do dzieło do umowy o dzieło. W tym czasie współpracowałam w zakresie rysunku z wydawnictwami, klientami indywidualnymi czy dużymi firmami. Specjalizowałam się głownie w ilustracji dziecięcej, ale nie tylko. Zdarzyło się tworzyć rysunki dla szefów dużych korporacji czy prezentacji dla małej lokalnej firmy.

Podobnie jak wiele kobiet, mój freelance był naturalnym przejściem ze stanu wczesnego macierzyństwa do potrzeby wyrażania siebie, a że z rysunku jestem niezła, zaczęłam tworzyć. Z wielką wdzięcznością patrzę na tamten czas i ludzi, którzy we mnie uwierzyli i pozwolili tworzyć choć zaczynałam od rysunków wyglądających tak….

 


archiwum pracownibajkowo.pl , rok 2015

 

Freelance to bardzo dobry czas aby łączyć macierzyństwo z pracą (po nocach). Niepokorna dusza kazała to robić 😉

Freelance na macierzyńskim to balansowanie między czas dla dziecka a brakiem czasu dla dziecka . Łatwo nie jest, trzeba jakoś zarządzić tym czasem. Przez pierwszy rok była to praca głównie po 22.

Wszystko zmienia się gdy pacholęcie idzie do przedszkola i masz czas na pracę w godzinach normalnego etatu.

Pierwsze schody zaczęły się w zarządzaniu sobą i swoim talentem, i poszukiwaniem Klienta. Portfolio rosło ale nic poza tym. Bywały miesiące intensywnej pracy i niezłych zarobków oraz miesiące nic nierobienia. Nie posiadam talentu menadżerskiego, sprzedażowego (prawdopodobnie bardziej się tego boję …)

Tak, freelansowanie to nie kraina z kawą ze Starbucksa ani bieganie z iPadem po mieście.

 

Dlaczego etat?

Bo COŚ poszło nie tak…

Wyjaśnijmy sobie… nie jestem na etacie. Choć mój główny pracodawca traktuje to inaczej (tak jestem korponiewolnikiem na własnej działalności – oł noł…. Ale mam swoje zasady! O tym innym razem!).

Więc dlaczego?

Bo nie miałam ciągłości wpływów na koncie, a cenię sobie niezależność.

Pracuję dla dużej firmy jako grafik, na 29 piętrze! (mam rozmach, nie ma co).

Przyszłam do firmy z łatką „dziewczynka o rysunków, co ona może umieć?”. Pomimo takiego wyobrażenia o mnie okazało się , że „ To co robisz jest super, nikt się nie spodziewał!”, „Jesteś świetnym grafikiem”, „Właśnie Ciebie szukaliśmy”.  – no łał, gud for ju, nadafaka 😛

Aktualnie w trakcie 8 godzin pracy tworzę korporacyjne dokumenty – prezentacje, schematy, katalogi, newslettery.

A po godzinach wyżywam się na ilustracji , co mnie najbardziej kręci .

Porażka?

Gorzki smak porażki…

Do dziś mnie zgaga piecze, ale pokonałam demony w głowę, które mówiły mi, że porażką jest to , że z bycia wolnym ptakiem, zamknęłam się w klatce, tylko dlatego , że faktura na koniec miesiąca jest naprawdę dobra (zapewne niektórzy by parskeli by śmiechem, ale ZUS i US opłacam , ponadto zostaje na waciki) .

Nie wiem jak jest z przejściem z korpo na swoje…bo na etacie typowym pracowałam tylko 3 miesiące. Ale przejście z freelancu do regularnej pracy jest….

Słabe pod wieloma względami :

  • Masz poczucie, że ktoś Cię kontroluje;
  • Zaburzenie poczucia wolności;
  • Musisz zarządzić ośmioma godzinami za biurkiem w jednym miejscu!
  • Masz poczucie podciętych skrzydeł.

Bo coś jest magicznego w wolności jaką daje freelance… i chętnie bym wróciła…ale rozsądek i obowiązek płacenia rachunków sprowadza ….za biurko (nie moje).

FOT. www.pexels.com

Co dalej?

Nico …. Gdy przyjdzie czas na zmiany to zmienię… a czy nastąpi? Kto wie…

(następny wpis będzie o pracy grafika na freelansie, módlmy się żeby to następiło w tym półroczu 😀 😉 )

k.

 

Share